Jabłonie powoli znikają z gospodarstwa
Marceli Dubczyk rozpoczął towarową uprawę borówki w 2017 roku. Po ukończeniu studiów wrócił do rodzinnego gospodarstwa i postanowił zróżnicować produkcję, a przy okazji poprawić jej opłacalność. Dlatego część jabłoni zastąpił borówkami. Ten proces trwa do dziś. Podczas naszej wizyty w Olkowicach trwało właśnie karczowanie kolejnej kwatery jabłoni. Wiosną 2027 roku pan Marceli zamierza posadzić tam odmianę ‘Calypso’.
– Docelowo pewnie przestawimy się w stu procentach na borówki – przyznaje.
Jego zdaniem nowoczesne sady jabłoniowe z odpowiednio dobranymi odmianami nadal mogą przynosić dobre dochody. Jednak nie wszystkie kwatery w jego gospodarstwie są młode, a pogodzenie pracy przy obu gatunkach staje się coraz trudniejsze. Kiedy trwają zbiory borówki, zwyczajnie brakuje czasu na zajmowanie się jabłoniami. A przecież pan Marceli prowadzi również inną działalność, do której jeszcze wrócimy.
Borówka się zmienia. Nie każda odmiana ma dziś przyszłość
Tyle że rynek borówek również się zmienia i producenci muszą się do tego dostosować. Dziesięć lat temu wielu z nich wychodziło z założenia, że borówka to borówka i właściwie każda znajdzie nabywcę. Dziś wymagania odbiorców są znacznie większe. W gospodarstwie pana Marcelego ponad 90% owoców trafia na eksport, przede wszystkim do Niemiec i Wielkiej Brytanii. Liczy się więc nie tylko plon, ale również jędrność, trwałość owoców, nalot i to, jak zachowają się podczas transportu.
Plantator systematycznie wymienia również starsze nasadzenia borówki, choć przyznaje, że nie zawsze jest to łatwa decyzja. Przykład? Bluecrop, który potrafi dać ponad 20 ton owoców z hektara. Trudno karczować taką kwaterę, skoro nadal przynosi dochód. Tym bardziej że przygotowanie nowego stanowiska, zakup sadzonek i kilkuletnie oczekiwanie na pełne plonowanie oznaczają niemałe wydatki.
Dobrym przykładem problemów, z jakimi mierzą się dziś plantatorzy, są tegoroczne doświadczenia pana Marcelego z Draperem. Na jednej z kwater ucierpiało około 30% krzewów. Początkowo rośliny wyglądały dobrze, zakwitły i zawiązały owoce. Dopiero później ujawniły się uszkodzenia, które pan Marceli wiąże z przebiegiem zimy. Część krzewów musiał ściąć niemal przy samej ziemi.
A przecież pod względem jakości owoców Drapera ocenia bardzo wysoko. Jędrne jagody, piękny nalot i dobra trwałość sprawiają, że jest to odmiana ceniona w handlu. Tylko co z tego, skoro potrafi sprawiać tak duże problemy na plantacji?
Na razie spośród odmian, które obserwuje, najbezpieczniejszym wyborem wydaje mu się Calypso. Nie jest jednak bez wad – jej owoce mogą pękać przy nadmiernej wilgotności i opóźnionym zbiorze. Ale, jak podkreśla nasz rozmówca, przynajmniej wie, czego się spodziewać. A z obietnicami dotyczącymi najnowszych propozycji odmianowych bywa różnie.
Pan Marceli zmienił też sposób przygotowywania stanowisk. Zamiast dawnych, głębokich rowów stosuje dziś płytkie zagłębienia i podwyższone zagony z kwaśnego substratu. Zwraca szczególną uwagę na odprowadzanie nadmiaru wody i dostęp powietrza do korzeni. Jak mówi, niejednego błędu musiał nauczyć się na własnej plantacji.
Plantator, który zainteresował się mikrobiologią
Uprawa borówki to nie jedyne zajęcie Marcelego Dubczyka. Od kilku lat rozwija również firmę Space Plant, zajmującą się nawozami organicznymi, biostymulatorami i preparatami mikrobiologicznymi. Jak opowiada, współpracuje z naukowcami z Wydziału Biologii Uniwersytetu Warszawskiego, a wiele rozwiązań najpierw sprawdza we własnym gospodarstwie. Szczególnie interesują go mikroorganizmy, które mogą wspierać system korzeniowy borówki i ograniczać presję patogenów. Dużo czasu poświęca też analizom gleby.
– Nam nie zależy na produkowaniu pięknych pędów, tylko pięknych owoców – podkreśla.
Zwraca uwagę, że plantatorzy często zbyt intensywnie nawożą borówki. Tymczasem badania gleby pokazują czasem, że składników pokarmowych jest wystarczająco dużo, a problemem jest ich dostępność dla korzeni. Pan Marceli przyznaje, że kiedy radzi producentowi ograniczyć nawożenie, spotyka się z niedowierzaniem.
Teraz odpowiada również za Stowarzyszenie
Od 2026 roku Marceli Dubczyk jest prezesem Stowarzyszenia Polskich Plantatorów Borówki im. dr. Kazimierza Pliszki. Co ciekawe, przyznaje, że wcale nie zabiegał o tę funkcję. W organizacji działa stosunkowo krótko, ale od początku angażował się w jej przedsięwzięcia.
Nową rolę traktuje jako okazję do szukania pomysłów na rozwój stowarzyszenia. Podczas naszej rozmowy wiele uwagi poświęcamy przyszłości polskiej branży borówkowej. Konkurencja ze strony producentów z cieplejszych krajów rośnie, zagraniczni odbiorcy oczekują coraz lepszej jakości, a plantatorom coraz trudniej znaleźć pracowników do zbioru.
Zdaniem pana Marcelego polscy producenci muszą inwestować przede wszystkim w odmiany, których owoce będą w stanie konkurować na wymagających rynkach. Naszym atutem pozostaje bliskość Niemiec i Wielkiej Brytanii, ale nie możemy zakładać, że zawsze nam to wystarczy.
– To, że będziemy mieli lepsze odmiany, nie oznacza, że będziemy na nich zarabiać więcej. Ale będziemy je sprzedawać bez problemu – przekonuje.
Pan Marceli liczy również na rozwój polskiej hodowli borówki. Z zainteresowaniem śledzi nowe selekcje i ma nadzieję, że w najbliższych latach pojawią się odmiany, które pozwolą naszym producentom utrzymać miejsce na zagranicznych rynkach.
A jako prezes? Przyznaje, że nie zna jeszcze wszystkich ograniczeń, z którymi wcześniej mierzyło się Stowarzyszenie. I być może właśnie w tym widzi pewną szansę. Jak żartuje, czasem przychodzi człowiek, który nie wie, że czegoś nie da się zrobić, więc po prostu to robi :)
