Wygląda jak Ursus C-330, ale pod maską kryje się zupełnie inna maszyna
Dziś rozmawiamy z Mateuszem Bikowskim, twórcą bardzo funkcjonalnego ciągnika SAM. Na co dzień jest mechanikiem, ale po pracy zajmuje się swoimi projektami, przy których, jak sam mówi, odpoczywa.
Jego ciągnik ma maskę od Ursusa C-330 i identyczne wymiary. Widzimy, że również przednia oś jest od tego modelu. Reszta podzespołów pochodzi z innych maszyn. Impulsem do jego powstania była chęć stworzenia maszyny do odśnieżania. Wraz z upływem czasu projekt rósł, aż stał się funkcjonalnym ciągnikiem, który widzimy na zdjęciach.
– Mamy małą działkę, na której uprawiamy własne warzywa, i jeśli chodzi o nasze potrzeby, to ciągnik sprawdza się „z nawiązką” – wyjaśnia konstruktor.
Most od Żuka byłby za słaby. Mechanik wybrał Stara
Maszynę napędza niezawodny silnik Diesla z VW Golfa o pojemności 1900 cm³.
– Jest prosty i niezawodny, nie byłem w stanie go „zagotować” przy pracy z dwuskibowym pługiem. W moich projektach od początku podstawowymi zasadami są prostota i niezawodność – mówi pan Mateusz.
W nawiązaniu do komentarzy pod pod publikacją o poprzednio opisywanym ciągniku SAM, nasz rozmówca również jest zdania, że most od Żuka jest zdecydowanie zbyt słaby do pracy w polu, czy ogólnie przy większych obciążeniach. Dlatego w swojej konstrukcji zdecydował się na most z ciężarowego STARA, który je wytrzyma.
Napęd na most przenosi skrzynia, która fabrycznie pracowała ze wspomnianym silnikiem. Żeby zredukować obroty, mechanik dokonał w niej kilku modyfikacji.
Ma TUZ i hydrauliczny WOM. Potrafi więcej niż odśnieżać
Nie jest to wyłącznie „traktorek” do odśnieżania. Posiada tylny TUZ. Ma wałek odbioru mocy. Co prawda napędzany silnikiem hydraulicznym, ale możemy kosić czy pracować z opryskiwaczem. WOM napędzany silnikiem hydraulicznym ma jednak swoje ograniczenia. Z reguły wyklucza pracę z maszynami, które mają duże i ciągłe zapotrzebowanie na moc – na przykład z broną aktywną.
Mamy dwie pary wyjść hydraulicznych, jedną z tyłu i drugą z przodu. Mamy instalację elektryczną ze skrzynką bezpieczników. Słowem, wszystko zrobione „zgodnie ze sztuką”.
Części za 9000 zł. A do tego setki godzin pracy
Nasz rozmówca podliczył koszty samych części. Kosztowały go 9000 zł. Ale to tylko część całkowitych kosztów. Do tego trzeba dołożyć nie dziesiątki, a setki roboczogodzin. Finalnie koszty pracy mogą stanowić niemal drugie tyle, jeśli zlecilibyśmy je komuś jako usługę.
To niejedyny projekt pana Mateusza. Był jeszcze quad i inny, mniejszy ciągnik. Kolejną maszyną ma być traktor łamany w połowie z napędem na 4 koła. Inspiracją do tego projektu będą maszyny marki Antonio Carraro.
