Kluczowy zabieg w walce z tarcznikiem
Ciepłe dni i koniec przymrozków to nie tylko widoczne oznaki wiosny w naszych sadach. To także początek aktywności długiej listy szkodników, w tym tarcznika niszczyciela. W zagłębiu sandomierskim i na Powiślu Lubelskim jest to już duży problem wymagający corocznej ochrony. Krótko mówiąc, to szkodnik, który z nami zostanie i którego populacje musimy utrzymywać w ryzach.
Obserwowane warunki pogodowe oznaczają początek aktywności tarcznika: dość ciepłe dni i koniec porannych przymrozków. – Wczesnowiosenny zabieg olejowy jest kluczowy i absolutnie nie powinniśmy z niego rezygnować. Wykonany w dobrym momencie i w odpowiednich warunkach jest fundamentem walki z tarcznikiem, ale też z innymi szkodnikami. Dzięki niemu późniejsza ochrona jest łatwiejsza, a negatywne efekty żerowania znacznie mniejsze – podkreśla dr hab. Katarzyna Golan (Uniwersytet Przyrodniczy w Lublinie).
Systematyczność daje efekty
Dr K. Golan od lat apeluje do sadowników o systematyczność w wykonywaniu pierwszych zabiegów. Dzięki nim jesteśmy w stanie kontrolować populację szkodnika. Lata badań potwierdzają, że sady systematycznie chronione są w dobrej kondycji. Ekstremalnym skutkiem braku ochrony jest konieczność wykarczowania sadu. Jest to szkodnik o wyjątkowo silnej inwazyjności.
– Rezygnacja z zabiegu szybko odbije się w sezonie. Pamiętajmy również o tym, że później mamy niewiele możliwości zwalczania tarcznika. Dlatego od lat namawiam do marcowych zabiegów olejowych. Obecnie jest na to najlepszy moment – wyjaśnia nasza rozmówczyni.
Preparaty olejowe działają kontaktowo. Pokrywają ciało szkodnika cienką warstwą, utrudniając mu oddychanie i prowadząc do jego zamierania. Aby zabieg był skuteczny, należy wykonać go w ciepły, słoneczny dzień, bardzo dokładnie pokryć cieczą roboczą całe drzewa, łącznie z pniami, oraz – w miarę możliwości – przejechać opryskiwaczem każdy rząd dwukrotnie, w przeciwnych kierunkach, tak aby dobrze pokryć całą koronę drzewa.

