W Sadzie Doświadczalnym

    redakcja „MPS SAD”

    W tym roku Dzień Otwartych Drzwi w Sadzie Doświadczalnym w Dąbrowicach odbył się trochę później niż miało to miejsce w ubiegłych latach, bo dopiero 14 czerwca. Było to już piętnaste tego rodzaju spotkanie w tym największym sadzie doświadczalnym Instytutu Ogrodnictwa (IO) w Skierniewicach. Na około 65 ha prowadzi się tam ponad 200 doświadczeń dotyczących m.in. sposobów prowadzenia, nawożenia, ochrony i plonowania roślin. O niektórych z nich informowano podczas tegorocznego zwiedzania sadu.

    Prace hodowlane

    Obecnie prowadzone w IO prace hodowlane dotyczą m.in. nowych odmian jabłoni, gruszy, śliwy, czereśni, wiśni, brzoskwini i moreli, a także hodowli podkładek wegetatywnych dla jabłoni i śliwy. W ostatnich latach – jak informował prof. Edward Żurawicz – IO zgłosił do Rejestru Odmian kilka odmian własnej hodowli, z czego wpisane do niego zostały już: śliwy – ‘Kalipso’, ‘Emper’ i ‘Polinka’, oraz kilka odmian wiśni (m.in. ‘Wifor’, ‘Winer’, ‘Wisok’, ‘Wilga’ i ‘Wilena’), jak również grusza odmiany ‘Dolores’.

    W tym roku IO wprowadza do powszechnej uprawy m.in. odmianę jabłoni ‘Ligolina’. Została ona wyhodowana mniej więcej w tym samym czasie, co odmiana ‘Ligol’, jednak ze względu na porażenie drzewek przez choroby wirusowe, nie mogła być wcześniej wprowadzona do uprawy. Obecnie – jak przekazał prof. E. Żurawicz – Instytut dysponuje już materiałem zdrowym, odwirusowanym i może w tym sezonie zaoferować szkółkarzom 100 000 oczek tej odmiany. ‘Ligolina’ jest odmianą zimową, dobrze przystosowaną do warunków klimatycznych Polski. Wcześnie wchodzi w owocowanie. Jest mało podatna na parcha i mączniaka jabłoni, ale dość wrażliwa na zarazę ogniową. Jej owoce są średniej wielkości do dużych. Ich skórka jest zielonożółta, gładka, w dużej części pokryta czerwonym, marmurkowym rumieńcem. ‘Ligolina’ została wpisana do Krajowego Rejestru Odmian Roślin Uprawnych oraz do Księgi Ochrony Wyłącznego Prawa. Jest więc odmianą chronioną nie tylko w Polsce, lecz i w całej UE. Oznacza to, że rozmnażanie i rozpowszechnianie materiału szkółkarskiego tej odmiany wymaga zgody IO.

    Obiecujące są też – jak informował prof. E. Żurawicz – wyniki doświadczeń związanych z podkładką ‘P 67’. Jest to podkładka wegetatywna, karłowa dla jabłoni, o sile wzrostu pomiędzy ‘M.9’ i ‘M.26’, a także wytrzymałości na mróz podobnej do ‘M.26’. Odznacza się niską podatnością na parcha jabłoni i zarazę ogniową, zaś średnią na mączniaka jabłoni i zgniliznę pierścieniową podstawy pnia. Dobrze zrasta się z wieloma odmianami jabłoni. W 2000 r. została wpisana do Krajowego Rejestru Odmian oraz do Księgi Ochrony Wyłącznego Prawa. Obecnie jest już dostępna jako materiał odwirusowany.

    O parchu jabłoni i zarazie ogniowej

    Podczas spotkania najważniejsze informacje na temat tegorocznych wysiewów sprawcy parcha jabłoni przekazał prof. Piotr Sobiczewski. W tym sezonie w centralnej Polsce pierwsze wysiewy zarodników Venturia inaequalis stwierdzono 13 kwietnia. Był to stosunkowo niewielki wysiew (100 zarodników w m3), dlatego wykonywane w tym czasie zabiegi zapobiegawcze środkami miedziowymi dość skutecznie zapobiegły porażeniu. Natomiast 15–16 kwietnia przy intensywnych opadach deszczu zanotowano wysiew zarodników V. inaequalis na średnim poziomie i masowe infekcje (na jabłoniach plamy parcha z tych wysiewów widoczne były około 2 maja). Wówczas nie wystarczyło już zastosować środki zapobiegawcze; konieczne okazało się użycie preparatów poinfekcyjnych. W sadach, w których nie było odporności, można było wykorzystać środki na bazie dodyny, a w innych – anilinopirymidyny w mieszaninie ze środkami działającymi powierzchniowo lub gotowe mieszaniny. Kolejne wysiewy zarodników parcha jabłoni odnotowano 23 kwietnia (i to nie tylko w Polsce Centralnej, lecz także w wielu innych rejonach kraju), a także 7–8, 12, 15 i 16 maja. Prawdopodobnie ostatnie infekcje pierwotne wystąpiły w pierwszych dniach czerwca i 12 czerwca.

    Natomiast w tym roku zagrożenie ze strony zarazy ogniowej było znacznie mniejsze niż w ubiegłym, kiedy to prawdopodobnie została ona sprowadzona do Polski wraz z materiałem nasadzeniowym. W przypadku tej choroby – przypominał prof. P. Sobiczewski – należy jednak pamiętać o tym, że choć nie widzimy jej objawów w szkółce, nie oznacza to, że drzewka nie są porażone sprawcą zarazy ogniowej. Choroba ta może bowiem znajdować się w szkółce w okresie inkubacji i ujawnić się dopiero wiosną już po posadzeniu drzewek w sadzie. Dlatego, decydując się na zakup materiału szkółkarskiego za granicą, należy wybierać szkółki zlokalizowane w tzw. strefach buforowych lub strefach ochronnych. Jeśli natomiast sadownik zamierza kupić materiał spoza tej strefy, wówczas warto w lipcu–sierpniu odwiedzić taką szkółkę i sprawdzić, w jakim stanie zdrowotnym jest materiał.

    Technika ochrony roślin

    Na skuteczność ochrony roślin duży wpływ ma nie tylko sam program ochrony, lecz także stan techniczny opryskiwacza i sposób wykonania zabiegu. Obecnie wśród niepowodzeń w ochronie, które są bezpośrednio związane z techniczną stroną jej przeprowadzania, prof. Ryszard Hołownicki wymienił 7 czynników. Przede wszystkim wskazał na stan techniczny sprzętu. Jak informował, blisko połowa używanych w polskich sadach opryskiwaczy to maszyny niesprawne (mające zużyte rozpylacze, rozkalibrowane manometry). Sadownicy nie przeprowadzają też systematycznie ich kalibracji lub jest ona wykonywana nieprawidłowo. Ponadto stosują nadmierne dawki cieczy i zbyt dużą wydajność wentylatora (często dochodzi do ociekania cieczy, a wentylatory są dostosowane do opryskiwania drzew posadzonych w większych rozstawach z wysokimi koronami, a nie intensywnych sadów karłowych – na skutek czego dochodzi do przepryskiwania drzew). W powszechnie używanych opryskiwaczach często nie ma możliwości odcinania cieczy roboczej na uwrociach. Ponadto – jak przekazał prof. R. Hołownicki – coraz częściej wskutek niewłaściwego przygotowywania cieczy roboczej, napełniania i mycia opryskiwacza dochodzi do skażeń punktowych, skażenia wody gruntowej. Nasi sadownicy nie stosują też odzieży ochronnej. Natomiast połowa sprzedawanych w Polsce opryskiwaczy nie zawiera nowych rozwiązań, np. typu deflektorów, rozpylaczy eżektorowych, układu do mycia opryskiwacza – podkreślał Profesor.

    W kolekcji czereśni

    W tym roku na skutek niskiej temperatury zimą drzewa wielu gatunków pestkowych poważnie ucierpiały. Do największych uszkodzeń doszło zwłaszcza w młodych sadach, w których system korzeniowy drzew nie był jeszcze dobrze rozwinięty. Ponadto większe uszkodzenia zanotowano na glebach suchych, piaszczystych niż żyznych i wilgotnych. Duże straty notuje się też w szkółkach, przemarzły także mateczniki i zraźniki. Na podstawie prowadzonych przez nas obserwacji stwierdziliśmy, że w tym roku pod względem przezimowania, większą rolę odgrywała podkładka niż część nadziemna rośliny – informowała dr Elżbieta Rozpara.
    Tego roku szczególnie dobrze uwidoczniły się różnice podkładkowe w uprawie czereśni – najlepiej przezimowały i plonują drzewa na podkładkach ‘GiSelA 5’ i GiSelA 6’. Podkładki te okazały się bardziej wytrzymałe na niską temperaturę zimą niż czereśnia ptasia, ‘Colt’ i ‘P-HL A’. Najbardziej ucierpiały drzewa na ‘Colcie’. Spore szkody w wielu rejonach wyrządziły też wiosenne przymrozki. Jednak nie w SD w Dąbrowicach. Na 300 odmian czereśni znajdujących się w instytutowej kolekcji, w tym roku około 80% z nich owocowało dość dobrze. Podobnie jak wiele rosnących tam odmian śliwy.

    Podczas spotkania w dąbrowickim sadzie dojrzewały owoce odmian 3 tygodnia dojrzewania czereśni. Owoce kilku z nich można było nawet spróbować, a o ich zaletach i wadach informowała dr E. Rozpara (fot. 1). Wśród prezentowanych odmian znalazły się m.in. ‘Sandor’ (fot. 2) – odmiana plenna o atrakcyjnych owocach (10–12 g), dojrzewających 4–6 dni przed odmianą ‘Burlat’, średnio podatnych na pękanie. Niestety, ze względu na szybkie mięknięcie owoców w obrocie i sprzedaży, odmiana ta jest mało przydatna do nasadzeń towarowych. ‘Anita’ (fot. 3) – odmiana węgierska, dojrzewa 3–4 dni po odmianie ‘Burlat’. Jej owoce mają około 8 g, są atrakcyjne, jędrne (dobrze znoszą transport) i mało podatne na pękanie w czasie deszczu. Jest to – jak przekazała dr E. Rozpara – jedna z najbardziej obiecujących czereśni tej pory dojrzewania. Podobnie jak odmiany ‘Skazka’ (fot. 4) i ‘Walerija Nr 3’ (fot. 5). Są one plenne, mają atrakcyjne owoce i wykazują dużą przydatność do uprawy towarowej.

    Atrakcyjnie prezentowały się też owoce odmiany ‘Elektra’ (fot. 6). Dojrzewają 3–5 dni po odmianie ‘Burlat’. Mają 7–7,5 g (w 2011 r. 8,5 g), są szerokosercowate, o ciemnoczerwonej i lśniącej skórce. Ich miąższ jest żywoczerwony, średnio soczysty, słodkawy, smaczny. Czereśnie tej odmiany są mniej podatne na pękanie niż odmiany ‘Burlat’. Natomiast owoce odmiany ‘Priusadiebnaja’ (fot. 7) dojrzewają 2–3 dni przed odmianą ‘Burlat’. Mają 6,5–7 g (w 2011 r. były nawet większe – średnio 9 g), są kuliste, lekko spłaszczone na obu biegunach. Skórka jest żółta z jasnoczerwonym rumieńcem, miąższ kremowy, kwaskowy, smaczny. Są mało podatne na pękanie w czasie deszczu. Natomiast francuska odmiana ‘Earlise’ (fot. 8) w tym roku miała dość drobne owoce. Ponadto są one raczej miękkie i wykazują skłonność do pękania.
    Z trochę późniejszych odmian – według dr E. Rozpary – na uwagę zasługuje odmiana ‘Paulus’. Plonuje obficie, a jej owoce dojrzewają 10 dni po ‘Burlacie’. Są duże (8 g), o purpurowoczerwonej skórce, twardym, ciemnoczerwonym miąższu.

    fot. 1–8 M. Strużyk