Takiego apogeum misecznika możemy uniknąć stosując jeden zabieg olejowyMichał Malicki
StoryEditorochrona borówki

Misecznik i mszyce ruszają wcześnie. W borówce okno na zabieg może być bardzo krótkie

Data:  24 marzec 2026Autor:
24 marzec 2026

Wiosną na plantacji borówki łatwo skupić się na nawożeniu, cięciu i starcie wegetacji. Problem w tym, że właśnie wtedy bardzo łatwo przegapić pierwszy ruch szkodników. W tym sezonie dochodzi jeszcze jeden kłopot. Zabieg olejowy byłby dobrym rozwiązaniem, ale nie wszędzie i nie od razu da się go wykonać. Najpierw musi ustąpić ryzyko przymrozków, a później trzeba jeszcze trafić w moment migracji larw misecznika.

Wiosną na plantacji borówki łatwo skupić się na nawożeniu, cięciu i starcie wegetacji. Problem w tym, że właśnie wtedy bardzo łatwo przegapić pierwszy ruch szkodników. W tym sezonie dochodzi jeszcze jeden kłopot. Zabieg olejowy byłby dobrym rozwiązaniem, ale nie wszędzie i nie od razu da się go wykonać. Najpierw musi ustąpić ryzyko przymrozków, a później trzeba jeszcze trafić w moment migracji larw misecznika.

Wiosna nie daje dużo czasu

W ostatnich sezonach lista szkodników w borówce wyraźnie się wydłużyła. Część z nich przez lata była bagatelizowana, bo występowała późno albo lokalnie. Dziś na wielu plantacjach szkodniki pojawiają się wcześniej i szybciej budują presję.

Dotyczy to zwłaszcza misecznika i mszyc. Jeszcze kilka lat temu mszyce kojarzyły się raczej z drugą częścią sezonu i pojedynczymi koloniami na młodych liściach. Teraz coraz częściej widać je dużo wcześniej i przez znacznie dłuższy okres.

Misecznik osłabia po cichu

Wielu plantatorów już przekonało się, że misecznik potrafi mocno osłabić plantację. Mimo to nadal zdarza się, że jest lekceważony. Problem polega na tym, że szkody narastają po cichu. Krzew słabnie, gorzej rośnie, a przy większej presji spada też jego zdolność do regeneracji po innych stresach.

Dlatego misecznika nie można traktować jako problemu drugorzędnego. Zwłaszcza po zimie, gdy roślina i tak startuje z mniejszym zapasem sił. W takiej sytuacji każdy dodatkowy czynnik osłabiający ma większe znaczenie.

Olej ma sens, ale nie zawsze

Wiosenne zabiegi olejowe pozostają jednym z ważniejszych narzędzi ograniczania misecznika i części innych szkodników. Tu jednak nie ma miejsca na schemat. Taki zabieg trzeba wykonać w odpowiednim momencie i przy odpowiednich warunkach.

Najważniejsze są dwie rzeczy. Po pierwsze, musi ustąpić ryzyko nocnych spadków temperatury poniżej zera, bo wtedy rośnie ryzyko uszkodzeń roślin. Po drugie, trzeba dobrze obserwować plantację i wiedzieć, czy szkodnik już ruszył. Przy miseczniku trzeba szczególnie uważnie oglądać dolne partie krzewu.

To oznacza jedno. Sam poprawiający się przebieg pogody jeszcze nie wystarczy. Nie wykonujemy zabiegu od razu po ustąpieniu chłodów. Trzeba odczekać, aż larwy zaczną migrację. Dopiero wtedy taki zabieg ma sens.

Okno może być bardzo krótkie

W teorii poprawa pogody daje szansę na wejście z olejem. W praktyce najważniejsze są lokalne warunki. Na jednej plantacji ryzyko przymrozku będzie już małe, na innej jeszcze nie. W jednym miejscu larwy ruszą wcześniej, w innym później.

Dlatego dziś nie da się uczciwie powiedzieć wszystkim plantatorom: wchodzimy z zabiegiem w tym samym terminie. Tak to nie działa. Okno, jeśli się pojawi, może być bardzo krótkie. Czasem będzie to jeden dzień, czasem kilka godzin dobrych warunków. I właśnie dlatego decyzję trzeba podejmować na podstawie sytuacji na konkretnej plantacji.

Jeden zabieg może nie wystarczyć

Misecznik nie jest szkodnikiem „na jeden strzał”. Jego migracja trwa długo, dlatego jeden zabieg często nie wystarcza. Jeśli warunki pozwolą, trzeba myśleć o powtórce po kilkunastu dniach.

Później inne rozwiązania

Gdy masa zielona jest już większa, a plantacja zbliża się do kwitnienia, nadal można ograniczać misecznika i część innych drobnych szkodników, ale wtedy lepiej sięgać po produkty działające mechanicznie, inne niż oleje. Chodzi o rozwiązania oparte na silikonach. Mogą być przydatne wtedy, gdy klasyczny zabieg olejowy jest już zbyt ryzykowny albo po prostu jest na niego za późno.

Tu również trzeba bardzo uważać na warunki. Takie zabiegi mogą być pomocne, ale tylko wtedy, gdy są dobrze wpasowane w pogodę i fazę rozwojową krzewów. Nadal trzeba unikać okresów z ryzykiem nocnych spadków temperatury. Szczególnie wrażliwy jest moment przed kwitnieniem, gdy roślina łatwiej reaguje uszkodzeniami.

W chemicznym zwalczaniu części szkodników pole manewru robi się coraz mniejsze. Dlatego tym bardziej nie warto nadużywać pojedynczych substancji. Jeśli wszystko zostawi się na moment, gdy problem jest już duży, później szybko okazuje się, że możliwości działania są ograniczone. To kolejny argument za tym, żeby nie przespać początku sezonu.

Najpierw lustracja

Borówka nie wybacza schematów. Każda plantacja ma dziś trochę inną historię zimy, inne tempo ruszania wegetacji i inną presję szkodników. Dlatego pierwszą zasadą powinno być dokładne lustrowanie plantacji. Nie z auta, nie z końca rzędu, tylko z bliska.

Początek wiosny można przespać bardzo łatwo. A potem zostaje już tylko gonienie problemu.

Michał Malicki

 

24. marzec 2026 10:23