Rekordowe plony? „Jeszcze jabłek z tego sezonu nie sprzedaliśmy” – komentują sadownicy

zbiory jablek

W polskich chłodniach jest jeszcze dobrze ponad milion ton jabłek, a do kwitnienia pozostało kilka miesięcy. Tymczasem już teraz można spotkać w sieci wizje rekordowych plonów w Europie, w tym w Polsce. „Jeszcze jabłek z tego sezonu nie sprzedaliśmy” – komentują sadownicy.

Czy takie rozważania w styczniu są potrzebne? Sezon 2020 pokazał, że natura potrafi bardzo szybko zrewidować komentarze dotyczące wysokich plonów. Na początku ubiegłego roku także pojawiały się podobne przewidywania, jednak przymrozki szybko sprowadziły optymistów na ziemię. Z drugiej strony nie można przemilczeć możliwych zagrożeń. Jeszcze większym zagrożeniem od pogody może być jednak wycofywanie kolejnych substancji czynnych. Trudno się z tym nie zgodzić w kwestii ochrony przed parchem jabłoni.

Ostatnie lata charakteryzują się coraz bardziej nieprzewidywalną pogodą. Susza w marcu, przymrozki pod koniec maja czy gradobicia w październiku. To tylko niektóre „sukcesy” natury w 2020 roku. Patrząc na zagadnienie z punktu widzenia matematycznej statystyki, to katastrofy naturalne w 2021 roku pewnie wystąpią. Kolejną ciekawą anomalią są zimy. Te zdaniem meteorologów mają być w Polsce coraz bardziej srogie w miarę postępującego ocieplenia klimatu.

Co prawda pierwsi sadownicy informują o przemożonych podstawach pąków, jak również pni drzew w obniżeniach terenu, to jakiekolwiek przewidywania, co do przebiegu sezonu czy plonów są w tym momencie są po pierwsze niemożliwe, a po drugie niepotrzebne. Tym bardziej nie jest na miejscu snucie wizji rekordowych plonów w Europie, których nie będziemy mogli zagospodarować.

Niemniej, eksperci zwracają uwagę na szereg wyzwań w sadownictwie, z którymi będziemy się musieli zmierzyć. Po pierwsze rosnąca produkcja jabłek w Iranie i Turcji. Nowe nasadzenia w Gruzji i pozostałych rejonach Kaukazu. Niestabilna sytuacja polityczna w Mołdawii, która może odciąć tamtejszych sadowników od rynku rosyjskiego, co również przełoży się na sytuację w Europie środkowo-wschodniej.

Powyższe zagadnienia to fakty, które zapewne będą miały wpływ również na polskie sadownictwo. Tak czy inaczej prognozowanie czegokolwiek w produkcji jabłek w styczniu jest niemożliwe. A jeśli któryś z nadchodzących sezonów będzie tak urodzajny, jak 2018 i w efekcie zbierzemy (załóżmy) 6 milionów ton jabłek? Tego nie można wykluczyć. Jedno jest pewne. Branża musi mieć zawczasu przygotowane rozwiązania, jak taką ilość owoców zagospodarować. W związku z powyższym, zima nie powinna być okresem zbyt daleko idących prognoz, lecz czasem opracowania rozwiązań, których użyjemy wobec realnych problemów w przyszłości.

Jak na razie, przewidywania dotyczące wysokich plonów, mogą być tylko kartą w rękach pośredników, która będzie pomagała w zaniżaniu cen.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany, podajesz go wyłącznie do wiadomości redakcji. Nie udostępnimy go osobom trzecim. Nie wysyłamy spamu.
Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem*.
Wpisz swoje imię
Wpisz treść komentarza

Polityka Prywatności